2014/2015 Eva i Alejandro

Dzięki odnowieniu akredytacji dla przedszkola w ramach programu Erasmus+ w tym roku szkolnym gościmy w przedszkolu Evę z Niemiec (w grupie Podróżników) oraz Alejandra z Hiszpanii (w grupie Kangurków).

Eva Schittenhelm

Mein erster Monat in Krakau

Guten Tag, mein Name ist Eva Schittenhelm, ich bin achtzehn Jahre alt und ich komme aus Deutschland. Ich verbringe als EFD Freiwillige neun Monate hier in Krakau. Ich lebe sehr gerne in dieser Stadt mit ihrer wunderschönen Architektur und ihrer reichen Geschichte. Da meine Heimat im Südwesten von Deutschland ein kleines Dorf ist, ist mein neues “Großstadtlebe” ein ziemliches Abenteuer für mich. Besonders begeistert bin ich davon, dass die Läden bis mitten in der Nacht geöffnet haben, und auch sogar am Wochenende. Ich mag auch die Leute sehr, es ist leicht hier neue Freunde zu finden. Es ist immer viel los und es viel zu entdecken. Ich habe mich noch nie gelangweilt seit ich hier bin.

Hier im Kindergarten „Akademia Zielonego Misia“ (Akademie zum grünen Teddy Bär) arbeite ich in der Gruppe „Podróżnicy“ (Die Reisenden). Vom ersten Tag an hat mir dieser Job sehr gut gefallen. Die Kinder waren sofort sehr offen zu mir und nach zwei Tagen waren wir schon die besten Freunde. Da sie wissen das ich kein polnisch kann, reden sie sehr langsam mit mir, zeigen auf die Gegenstände oder fragen: „Co to jest po niemieckiego?“ (Wie heißt das auf deutsch?) Ein Mädchen begrüßt mich sogar jeden Morgen mit den Worten: „Guten Tag Frau Eva wie geht es ihnen?“ Oft kommunizieren wir auch übers Zeichnen- Ich zeichne etwas und sie sagen mir das polnische Wort dafür. Auf diese Weise haben mir die Mädchen Wörter wie „Księżniczka“ (Prinzessin), „Suknia“ (Kleid), „Koń“ (Pferd); „różowy“ (rosa), „Kotek“ (Kätzchen), „Pięknie“ (Schön) Oder „Włosy“ (Haare) beigebracht. Ich kenne sogar die Namen der Disney Prinzessinen auf polnisch. Die Sprachbarriere war meine größte Angst, aber jetzt sehe ich es nicht mehr als Problem. Jedes Mal wenn ich einen Satzfetzen verstehe oder mich mit den Kindern unterhalten kann ist es ein kleiner Erfolgsmoment für mich. Glücklicherweise ist vieles ja auch international: Ein Lächeln, eine Umarmung, und spielen kann man auch ohne Worte. Verglichen mit deutschen Kindergärten ist es hier ganz anders. Als ich in den Kindergarten ging begann er um acht und endete um halb eins. Wir Kinder spielten oder malten eigentlich den ganzen Tag, und die letzte Stunde wurde draußen im Garten verbracht. Es gab ein essen, welches die Kinder selbst von zuhause mitbrachten. In einer Gruppe waren Kinder von drei bis sechs Jahren, aber nur die Ältesten hatten ein wenig Unterricht. Hier sind die Kinder in Altersgruppen aufgeteilt. In meiner Gruppe sind nur Vierjährige. Der Kindergarten ist von sieben bis fünf Uhr geöffnet, und es wird den ganzen Tag viel Programm angeboten: Die Kinder haben insgesamt fünf Mahlzeiten. Täglich gibt es Unterricht zu verschiedenen Themen, zum Beispiel „Sicherheit im Straßenverkehr“ oder „Zahnpflege“. Sie haben sogar Aufgabenhefte wo sie malen, kleben und ausschneiden müssen. Dieser Unterricht wird von den Kindergärtnerinnen selbst geleitetet. Zusätzlich haben die Kinder noch Musikunterricht, Tanzunterricht und Englisch Unterricht bei anderen Lehrern. An dem Kindergarten sind sogar eine Psychologin, ein Logopäde und eine Ergotherapeutin beschäftigt. Die Kindergärtnerinnen machen viele Bewegungsspiele mit den Kindern und jeden Tag wird ein Spaziergang gemacht. Oft gibt es auch spezielle Aktionen wie die Pflanzung von Samen, der Besuch einer Puppenspielerin oder einen Ausflug in den Wald. Insgesamt ist der Tagesablauf also ziemlich anders wie in Deutschland. Ich habe bemerkt das die Kinder höflicher, konzentrierter und gebildeter erscheinen als deutsche Vierjährige, da sie viel mehr Förderung erfahren. Aber, wie warscheinlich alle Kinder auf dieser Welt, protestieren sie lautstark wenn die Kindergärtnerin „Pszantame Zabawe!“ (Spielsachen aufräumen!) ruft. Da ich die Sprache nicht beherrsche sind meine Möglichkeiten, den Kindern etwas beizubringen ziemlich gering. Ich kan die Kindergärtnerinnen nur bei einfachen Aufgaben wie Essen verteilen oder den Kindern beim anziehen zu helfen unterstützen. Meistens spiele ich einfach mit ihnen oder versuche den Unterricht so gut wie möglich mit zu verfolgen. Vor einer Woche jedoch habe ich eine Unterrichtseinheit über Deutschland gemacht. Ich habe Spiele, Photos, eine Karte und Bastelaufgaben migebracht, um meine Heimat zu präsentieren. Mithilfe meines Wörterbuches und der Kindergärtnerin konnte ich den Unterricht auf polnisch machen. Das war eine sehr schöne Erfahrung für mich und ich freue mich darauf, in Zukunft noch mehr Unterrichtsstunden zu gestalten. Ich habe auch etwas Platz an der Pinnwand, wo ich ein kleines Bilderwörterbuch zur Erklärung einfacher deutscher Wörter aufhänge. Alejandro und ich haben gemeinsam zwei Plakate über uns, unsere Heimat und unseren Freiwilligendienst vorbereitet. Zusammengefasst kann ich sagen, das mir die Arbeit sehr gut gefällt, und es kann ja in Zukunft nur noch besser werden wenn ich die Sprache beherrsche. Ich habe die Kinder liebgewonnen und komme jeden Tag gerne zur „Akademia Zielonego Misia“. Ein Wunsch für die Zukunft wären vielleicht ein paar mehr Hände, dann müssten sich die Kinder nicht immer darum streiten, wer meine Hand nehmen darf.


Mój pierwszy miesiąc w Krakowie.

Dzień dobry. Nazywam się Eva Schittenhelm, mam 18 lat i pochodzę z Niemiec. Najbliższe dziewięć miesięcy będę wolontariuszką EVS w Krakowie. Jestem podekscytowana, że mieszkam w mieście o tak pięknej architekturze i bogatej historii. Pobyt w wielkim mieście jest dla mnie wielką przygodą w porównaniu do mojej rodzinnej wioski w południowo-wschodnich Niemczech. Niesamowite, że sklepy są otwarte do północy, nawet w weekendy. Lubię również ludzi, tak łatwo znaleźć tutaj znajomych. Ciągle jest coś do zrobienia i odkrycia, w ogóle się nie nudzę.

W Akademii Zielonego Misia pracuję w grupie „Podróżników”. Od pierwszego dnia polubiłam moją pracę. Dzieci są bardzo towarzyskie i w ciągu dwóch dni zostaliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Odkąd dowiedziały się, że nie mówię po polsku zwracają się do mnie bardzo wolno, wskazując przedmioty i pytają „co to jest po niemiecku?”. A jedna dziewczynka wita mnie każdego dnia słowami: „Guten Tag Frau Eva wie geht es ihnen?“ (Dzień dobry Pani Ewo, jak się masz? – przypis redakcji). Często komunikujemy się poprzez rysunki. Rysuję przedmiot, a dzieci mówią jak się to nazywa. Dzięki temu poznałam takie słowa jak: księżniczka, suknia, koń, różowy, kotek, pięknie, włosy. Znam nawet po polsku nazwy disney’owskich księżniczek. Przed wyjazdem napawała mnie lękiem myśl o barierze językowej, jednak teraz nie uznaję tego za problem. Zawsze kiedy zrozumiem jakieś zdanie lub porozumiem się z dziećmi odbieram to jako małe osiągnięcie. Na szczęście pewne rzeczy mają wymiar międzynarodowy: uśmiech, uścisk, zabawa i nie są tu potrzebne słowa. W porównaniu do niemieckich przedszkoli, polskie bardzo się od nich różnią. W Niemczech przedszkola są otwarte od 8:00 do 12:30. Przeważnie dzieci bawią się, rysują i spędzają czas w ogrodzie. Dzieci spożywają jeden posiłek przyniesiony z domu. Grupy są mieszane wiekowo (3-6 roku życia) i tylko najstarsze uczestniczą w lekcjach. Tutaj, grupy podzielone są wiekowo. Przedszkole jest otwarte od 7:00 do 17:00. Oferuje szeroki program edukacyjny, posiłki. Zajęcia dotyczą różnych tematów od bezpieczeństwa na drodze po higienę jamy ustnej. Dzieci posiadają książki, gdzie rozwiązują zadania, rysują, wycinają, naklejają… Lekcje prowadzone są przez nauczyciela. Dzieci uczestniczą również w zajęciach dodatkowych jak taniec towarzyski, język angielski, rytmika. Przedszkole posiada specjalistów: psychologa, logopedę, nauczyciela wf. Nauczycielki proponują dzieciom wiele zabaw ruchowych, codziennie udają się z dziećmi na spacer. Organizowane są dodatkowe atrakcje np. sadzenie ziół, warsztaty teatralne, wycieczka do lasu. Zatem wszystko co odbywa się w przedszkolu znacznie różni się od tego, co proponują niemieckie przedszkola. Zauważyłam, że dzieci są bardziej grzeczne, skoncentrowane i posiadają szerszą wiedzę niż ich rówieśnicy w Niemczech. Jednak jak wszystkie dzieci protestują głośno na hasło „sprzątamy”. Nie mówię po polsku, zatem moje możliwości prowadzenia zajęć są niewielkie. Przeważnie pomagam w czasie posiłków czy przy ubieraniu. Ponadto bawię się z dziećmi i uczestniczę w zajęciach. Przygotowałam zajęcia o Niemczech. Były zabawy, zdjęcia, mapy, zajęcia plastyczne. Z pomocą nauczycielki i słownika przeprowadziłam je w języku polskim. To było niezwykle miłe doświadczenie i już nie mogę doczekać się kolejnej „lekcji”. Mam również swój kącik w sali, gdzie zamieszczam słowniki rysunkowe. Razem z Alejandro przygotowaliśmy również plakaty, gdzie przedstawiamy szczegóły dotyczące naszego życia. Podsumowując, bardzo lubię moją pracę i jestem przekonana, że będę jeszcze lepsza, gdy nauczę się języka. Szaleję za dziećmi i sprawia mi wiele radości przychodzenie do Akademii Zielonego Misia. Mam nadzieję, że w przyszłości będę mieć co najmniej sześć dodatkowych rąk, by dzieci już nie rywalizowały, które z nich może trzymać mnie za rękę.
_____________________________________________________________________

Pierwsze zajęcia Evy
Spotkanie Kangurków z Evą
Zajęcia Evy u Podróżników
_____________________________________________________________________

Nach über vier Monaten Freiwilligendienst im Kindergarten „Akademia Zielonego Misia“ ist es mal wieder Zeit für Neuigkeiten von mir, der Freiwilligen „Pani“ Eva aus Deutschland. In den letzten Wochen habe ich hier viele Ereignisse miterlebt: Am 6. Dezember zum Beispiel kam der Bischof Nikolaus (Swiety Mikolaj) zu den Kindern. Was für ein Event! Unsere Gruppe bereitete einige Lieder vor um ihn willkommen zu heißen. Als wir „Mikolaj“ den Gang herunter kommen hörten saßen alle Kinder mucksmäuschenstill im Kreis, Hände auf den Knien, geraden Rücken und vor Aufregung ganz großen Augen. „Mikolaj“ belohnte ihr gutes Benehmen mit einem Geschenk und einem Foto für jedes Kind. Nach dem Nikolaustag bereitete sich die Gruppe auf einen noch wichtigeren Anlass vor: Die Weihnachtsfeier mit den Familien. Den Kindern wurde eine große Menge an Liedern, Tänzen und Gedichten beigebracht, die sie an diesem Tag präsentieren sollten. Ich war erstaunt darüber, denn ich glaube in Deutschland würde man das alles vier jährigen Kindern nicht zutrauen. Aber hier in Polen nimmt man die frühkindliche Bildung sehr ernst, und so, mit viel geduldiger Übung, lernten alle Kinder ihren Text und ihre Bewegungen auswendig! Auf der Weihnachtsfeier konnten die Kinder ihre Eltern mit einer schönen Vorführung rund um das Jesuskind und den Stall von Bethlehem überraschen. Die ganze Übung hatte auch einen Vorteil für mich, denn ich konnte nach einer Weile bei den polnischen Weihnachtsliedern mitsingen- zum Erstaunen der Kinder, die gelegentlich meine Aussprache verbesserten. Ja, ich freunde mich so langsam mit der polnischen Sprache an, auch wenn ich natürlich noch weit davon entfernt bin, flüssig zu sprechen. Ich kann den Kindern vorlesen und mich an kleinen Unterhaltungen beteiligen. Allerdings reicht es meistens sowieso, wenn ich den Namen einer ihrer Lieblings-Comic-Helden erwähne, zum Beispiel „Lightning McQueen“(Der auf polnisch übrigens „ZigZag“, also „Blitz“ heißt) oder „Twilight Sparkle“. Wo wir von „My Little Pony“ reden, in diesem Bereich bin ich ein totaler Experte geworden. Ich habe jedes glitzernde Einhorn dutzende Male gezeichnet, und den Kindern und mir wird es nie langweilig. Vor Weihnachten haben wir außerdem den Gruppenraum mit von den Kindern gebastelten Sternen und Engeln dekoriert. Wir hatten sogar unseren eigenen Plastik-Weihnachtsbaum. Der Baum war bis Ende Januar da, und er überstand es unbeschadet, alle Glaskugeln blieben heil. Nicht nur der Kindergarten sondern ganz Kraków wurde für Weihnachten liebevoll dekoriert. Was für eine Atmosphäre! Überall Lichter, Musik und Glitzer. Nicht zu vergessen der heimelige Weihnachtsmarkt auf dem Hauptmarkt. Ich habe diese Zeit hier sehr genossen. Am Tag vor Weihnachten zeigte ich meiner Gruppe, wie man in Deutschland Weihnachten feiert. Dazu kramte ich in alten Familienfotos und erstellte eine Powerpoint über eines unserer Weihnachtsfeste vor einigen Jahren, als ich ungefähr im Alter „meiner“ Kinder war. Danach machten wir Lebkuchenhäuser- aus Papier. An Weihnachten selbst ging ich nach Deutschland um meine Familie zu besuchen. Als ich zurück kam, hatten wir Schnee. Jeden Tag wenn wir mit den Kindern spazieren gingen, lag er da neben dem weg, weiß und wunderschön, nur darauf wartend das ein Haufen kleiner Kinder damit spielen würde! Kein Wunder dass es manchmal sehr schwierig für Letztere war, anständig auf dem Gehweg zu laufen. Deswegen war die Freude groß, wenn wir manchmal in den Park gingen und die Kinder im Schnee herum rennen durften. Nach Weihnachten näherte sich ein sehr schöner polnischer Feiertag: „Dzien Babcia i Dziadek“- der Oma- Opa-Tag! Leider existiert dieser Feiertag noch nicht in Deutschland, aber das kann ich ja ändern wenn ich wieder im Land bin. Die Kinder studierten einige Lieder zu Ehren der Großeltern ein, und sie bastelten mit Papierkügelchen beklebte Herzen. Zusätzlich wurde den Großeltern die gesamte Weihnachtspräsentation noch einmal vorgeführt, also gab es noch mehr zu üben. Aber die Kinder meisterten dies erneut mit Bravour und machten die Großeltern glücklich. Ich trug ebenfalls etwas zu diesem Feiertag bei, und zwar bastelte ich ein großes Plakat über meine Großeltern Eleonore und Erich. Ich stellte es in verschiedenen Gruppen vor und forderte die Kinder dazu auf, eigene Poster über die Hobbies ihrer Großeltern zu basteln. Am Ende setzten wir uns gemeinsam in den Kreis und jeder stellte sein Poster vor. Als letztes Event hatten wir die Faschingsfeier im Kindergarten. Einige Lehrer luden alle Prinzessinnen, Fußballspieler, Feen, Ninja Turtles und was es sonst noch so an verkleideten Kindern gab zu einer Reise ins Märchenland ein. Als wir danach zurück nach Kraków kamen tanzten wir zu Disko-Musik, aßen Süßigkeiten und hatten viel Spaß. Wie ihr seht hatten wir eine ereignisreiche Zeit hier im Kindergarten. Ich bin gespannt was die nächsten viereinhalb Monate so bringen werden! Ich komme jeden Morgen gerne hier her, um von einer Horde süßer Kinder begrüßt zu werden, die mich an der Hand in den Gruppenraum ziehen um mit mir zu spielen.

Po ponad czterech miesiącach wolontariatu w Akademii Zielonego Misia najwyższy czas na nowe informacje od „Pani” Evy z Niemiec. Przez ostatnie tygodnie byłam świadkiem wielu wydarzeń przedszkolnych np. 6 grudnia odwiedził dzieci Święty Mikołaj. Moja grupa przygotowała piosenkę na powitanie. Kiedy Mikołaj zmierzał korytarzem dzieci z wyprostowanymi plecami, dłońmi na kolanach oczekiwały w napięciu na gościa. Mikołaj nagrodził je prezentami i zdjęciami. Po wizycie gościa rozpoczęły się przygotowania do spotkania świątecznego z rodzicami. Dzieci nauczyły się wielu piosenek, tańców, wierszyków. Byłam zaskoczona, gdyż w Niemczech nie przygotowujemy tak wymagających przedstawień dla czterolatków. W czasie spotkania wigilijnego dzieci zaskoczyły rodziców przedstawieniem dotyczącym wydarzeń w Betlejem. Dzięki licznym próbom nauczyłam się świątecznych piosenek. Język polski jest mi coraz bliższy, jednak daleko mi do biegłego posługiwania się nim. Czytam dzieciom, wdaję się w proste konwersacje. Cóż, wystarczy, że używam nazw ulubionych postaci z kreskówek jak: Zygzak McQueen czy Twilight Sparkle. A jeśli chodzi o My Little Pony stałam się prawdziwym ekspertem. Narysowałam do tej pory niezliczoną ilość kucyków i zainteresowanie nimi wciąż nie maleje. Przed świętami dzieci udekorowały salę własnoręcznie wykonanymi aniołkami, ubierałaby choinkę. O dziwo przetrwała do końca stycznia bez strat w bombkach. Nie tylko przedszkole, ale cały Kraków był wspaniale udekorowany. Co za atmosfera! Światła, muzyka. Miło wspominam uroczo przystrojony Rynek w czasie świąt. Dzień przed wigilią przedstawiłam dzieciom niemieckie tradycje świąteczne. Przygotowałam pokaz w PowerPoint oraz zdjęcia z dzieciństwa. Wykonaliśmy piernikowy dom z papieru. Święta spędziłam z rodziną. Po powrocie czekała na mnie niespodzianka: śnieg. W czasie codziennych spacerów czerpaliśmy wiele radości z zabaw w śniegu. Kolejne miłe święto: „Dzień Babci i Dziadka”, niestety nie obchodzimy go w Niemczech. Jeszcze nie, ale kto wie. Po moim powrocie może się to zmienić. Przedszkolaki opanowały piękne piosenki oraz przygotowały urocze serca. Po raz kolejny udowodniły, że są wspaniałymi aktorami dając wiele radości najbliższym. W nawiązaniu do uroczystości przygotowałam plakat o moich dziadkach (Eleonore i Erich). Odwiedziłam wszystkie grupy, które tworzyły plakaty ilustrujące ulubione zajęcia babci i dziadka. Ostatnim wydarzeniem był bal karnawałowy ze wspaniałymi księżniczkami, wróżkami, piłkarzami, żółwiami ninja i innymi postaciami z bajek. Tańczyliśmy w rytmie disco, jedliśmy słodycze. Z niecierpliwością czekam, co przyniosą kolejne miesiące. Każdego dnia z radością przychodzę do przedszkola, gdzie urocze dzieciaki biorą mnie za ręce i zapraszają do wspólnej zabawy.
_____________________________________________________________________

Alejandro Lombardía Suárez

Mi primes mes en Cracovia
¿Cómo describir mi primer mes en esta maravillosa ciudad?
Siento que es imposible expresar en este papel como me siento, ya que es muy difícil describir tantas emociones por escrito, pero creo que hay una palabra que se adapta a lo que busco “FELICIDAD”.

Me llamo Alejandro Lombardía Suárez y tengo 22 años. Nací en una pequeña ciudad llamada Avilés en el norte de España. Mi vida en Avilés es muy familiar, vivo con mis padres, mi hermana y mi perrita. Todas las mañanas me levanto para ir a mi centro de estudios, y después en las tardes practico deporte. En mi tiempo libre me encanta preparar viajes para el futuro a la vez que escucho música. En general se puede decir que es una vida rutinaria pero tranquila la que tengo en mi ciudad. Todo lo contrario a mi vida en Cracovia.

Desde el día que me dieron la noticia de que había sido seleccionado para realizar este proyecto aquí, mi vida ha cambiado. Ya no solo era el irte a vivir a otro país tan diferente al tuyo, era pensar en trabajar nueve meses en algo que siempre me había encantado, los niños, pero no tenía ni idea de lo que esta nueva experiencia sería para mí.

Recuerdo mi primer día de trabajo como uno de los días más felices desde mi llegada. Esa mañana yo era un saco de nervios, mi mayor preocupación era la barrera del idioma, ya que no iba a poder entender lo que cada niño me dijera, y yo no iba a poder contarles porqué estaba aquí este chico recién llegado de España. En el momento que entré por la puerta todos esos nervios se fueron tan rápido como habían llegado, con esas miradas de confianza que todos y cada uno de los niños y trabajadores de la guardería me transmitieron, sentí en primera persona como los sentimientos y emociones no tienen fronteras en el mundo. Ahora, llevo más de un mes aquí, me siento uno más dentro del grupo, a veces me veo como un educador, y otras veces, cuando juego y bailo con los niños me siento un niño más, y esto me encanta, porque me hace recordar muchos momentos de mi infancia, aunque a veces me sienta un poco triste.
Cada mañana soy la persona más afortunada cuando me levanto para ir a trabajar con mi grupo Kangurki. Cuando entro por la puerta a las nueve de la mañana los peques ya me dicen buenos días en español y cuando me despiden lo hacen en español también y eso es muy reconfortante para mí. Me encantaría que aprendieran muchas cosas de mi idioma, ya que están en la mejor edad para aprender palabras de otras lenguas y esto es muy importante para su futuro. Todos los días pienso y preparo cosas nuevas para ellos. Mis miedos hacia el polaco ya no existen, me encantaría poder expresar todo lo que quiero en cada momento, pero usamos el lenguaje de gestos, como sonrisas y gestos amables para entendernos, aunque sé que en pocos meses podré decir muchas más cosas en polaco de las que digo ahora, es un reto para mí. Ahora mismo estoy aprendiendo a leer un cuento en polaco para contárselo a los niños, y después contárselo en español.
Cada día participo en las actividades con los niños, jugamos juntos en su tiempo libre, les enseño palabras en español y ellos me las enseñan a mí en polaco, esto es genial, me encanta ver como criaturas de tan solo cuatro años se esfuerzan en enseñar a un adulto y se molestan cuando les digo en polaco “No te entiendo, lo siento” y ellos me lo vuelven a repetir. Estos momentos son muy especiales para mí, siempre estarán en mi memoria, al igual que cuando forcejean unos con otros por darme la mano.
Me siento muy querido, tanto por los niños como por las personas con las que trabajo día a día, me hacéis sentirme muy cómodo cada mañana.

También he preparado junto a mi compañera alemana Eva dos murales, con datos y fotos de nuestros países, estos murales se encuentran en el hall de los dos edificios. La idea ha sido para darnos a conocer un poco más y podáis saber un poco más de nuestra vida. Espero que os guste.

Respecto a Cracovia, es una ciudad perfecta, tenía muchas ganas de vivir en una ciudad grande, y esta es la mejor a la que pude venir, es muy acogedora, y a pesar de lo grande que es, puedes visitar caminando toda la riqueza histórica de la ciudad.
Solo queda decir, que estoy feliz de los siete meses y medio que me quedan aquí.
Darle las gracias a Strim, przedszkole 38, y a todas las personas que han trabajado para que yo pueda realizar este proyecto y todos podamos beneficiarnos de este gran programa europeo.
Un saludo Alejandro



Mój pierwszy miesiąc w Krakowie
Jak opisać mój pierwszy miesiąc w tym cudownym mieście?
Żałuję, że niemożliwe jest wyrazić na tej kartce papieru, jak się czuję, gdyż na piśmie jest bardzo trudno wyrazić tyle emocji, ale sądzę, że jest słowo, które się do tego nadaje: SZCZĘŚCIE.

Nazywam się Alejandro Lombardía Suárez i mam 22 lata. Urodziłem się w małym mieście Avilés na północy Hiszpanii. Moje życie tam było bardzo związane z rodziną: mieszkam z rodzicami, siostrą i moim pieskiem. Codziennie rano wstaję, aby iść na uczelnię a popołudniami uprawiam sport. W czasie wolnym uwielbiam przygotowywać moje przyszłe podróże, jednocześnie słuchając muzyki. Ogólnie można powiedzieć, że to rutyna i spokój, jakie odnajduję w moim mieście. Dokładne przeciwieństwo mojego życia w Krakowie.

Moje życie zmieniło się w dniu, kiedy dowiedziałem się, że mam tutaj zostać przydzielony. To nie było tylko: wyjechać i zamieszkać w innym kraju, tak odmiennym od mojego, ale także pracować przez dziewięć miesięcy w czymś, o czym zawsze marzyłem – z dziećmi – ale nie miałem pojęcia, że będzie to moim udziałem.

Zapamiętam swój pierwszy dzień pracy jako jeden z najszczęśliwszych od czasu, jak tu przybyłem. Tego ranka byłem kłębkiem nerwów. Moim największym zmartwieniem była bariera językowa, bo nie byłem w stanie zrozumieć, co dziecko będzie do mnie mówić. Nie mogłem też do nich nic powiedzieć, bo byłem tym niedawno przybyłym chłopakiem z Hiszpanii. Jednak od momentu, jak przekroczyłem próg, wszystkie te nerwy odeszły tak szybko, jak przyszły: wszystko dzięki pełnym ufności spojrzeniom, jakie spotkały mnie od wszystkich na raz i każdego z osobna, tak dzieci jak i nauczycieli. Poczułem na własnej skórze, że uczucia i emocje nie mają granic na świecie. Teraz, kiedy jestem tu dłużej niż miesiąc. Czuję się jednym z członków grupy. Czasem widzę siebie jako wychowawcę, a czasem, kiedy bawię się z dziećmi tańczymy, czuję się jeszcze jednym dzieckiem i uwielbiam to, ponieważ pozwala mi to przypomnieć sobie chwile z mojego dzieciństwa, nawet jeśli z tego powodu odczuwam czasem smutek.

Codziennie rano czuję się uprzywilejowany, kiedy mogę wstać rano aby iść pracować z Kangurkami, moją grupą. Kiedy wchodzę do sali o dziewiątej rano, dzieci mówią mi dzień dobry po hiszpańsku i kiedy się żegnają, to mówią to też w tym języku, co mi dodaje dużo pewności siebie. Bardzo chciałbym, żeby nauczyły się jak najwięcej z mojego języka, bo są w najlepszym wieku na naukę słów w obcych językach, co jest bardzo ważne dla ich przyszłości. Codziennie myślę o tym i przygotowuję nowe rzeczy dla nich. Moje lęki w stosunku do języka polskiego już nie istnieją, chciałbym móc wyrazić wszystko, co czuję w każdej chwili, ale na razie używamy języka gestów, jak uśmiechy i miłe gesty aby się zrozumieć, chociaż wiem, że za kilka miesięcy będę mógł powiedzieć po polsku dużo więcej niż teraz. To jeden z moich celów. Obecnie uczę się czytać bajkę po polsku, aby móc opowiedzieć ją dzieciom: najpierw po polsku, a potem po hiszpańsku. Codziennie uczestniczę w zajęciach z dziećmi, bawię się z nimi w ich czasie wolnym, uczę je hiszpańskich słów a one mnie uczą polskiego. To jest niesamowite: uwielbiam patrzeć, jak zaledwie czteroletnie dzieci tak się starają, aby nauczyć dorosłego, i jak mi smutno, kiedy mówię im po polsku: “Przykro mi, nie rozumiem”, a następnie one nadal mi to powtarzają. To dla mnie bardzo wyjątkowe chwile, na zawsze zostaną w mojej pamięci, tak samo jak to, kiedy dzieci rywalizują ze sobą o to, kto mnie będzie trzymał za rękę. Czuję się tutaj bardzo doceniany, zarówno przez dzieci jak i osoby, z którymi pracuję na co dzień. Sprawiacie, że codziennie czuję się tutaj dobrze.

Także, razem z moją koleżanką z Niemiec, Evą, przygotowaliśmy dwa plakaty z informacjami i fotografiami z naszych krajów. Znajdują się w hallu w obu budynkach. Chodziło nam o to, aby powiedzieć coś więcej o sobie, abyście wiedzieli trochę więcej o naszym życiu. Mam nadzieję, że się Wam podoba.

Jeśli chodzi o Kraków, to jest to doskonałe miasto. Miałem ogromną ochotę mieszkać w dużym mieście, a to jest najlepsze, do jakiego mogłem trafić. Kraków jest bardzo gościnny i mimo że jest tak duży, można pieszo zwiedzić całe historyczne bogactwo tego miasta. Mogę tylko powiedzieć, że bardzo cieszę się na te następne siedem i pół miesiąca, które mi tutaj zostały. Chciałem podziękować STRIMowi, Przedszkolu nr 38 i wszystkim osobom, które pracowały nad tym, abym mógł uczestniczyć w tym projekcie i abyśmy wszyscy odnieśli korzyści z tego wielkiego programu europejskiego.
Pozdrowienia, Alejandro.
_____________________________________________________________________

Pierwsze zabawy Kangurków z Alejandro
Alejandro opowiada o Świętach w Hiszpanii Tygrysom i Kangurom
Alejandro opowiada Krasnoludkom i Smerfom o świątecznych tradycjach
Alejandro czyta po hiszpańsku
Alejandro i Aida czytają po polsku
Spotkanie Alejandro ze Smerfami
_____________________________________________________________________

Hola, ¡Buenos días! Ya han pasado casi cuatro meses desde mi último artículo. En aquel artículo yo describía mi primer mes en Cracovia, recuerdo que lo escribí con muchísima ilusión. Ahora tengo incluso más ilusión que antes, pero no puedo evitar pensar que en cuatro meses terminará mi proyecto y me tendré que ir a España dejando aquí una vida que me encanta, con personas que ya trato como mi propia familia de Polonia.
Recuerdo el día de navidad en la guardería como uno de mis mejores días en Cracovia. La semana anterior a la celebración del día 17 de diciembre, presenté en varios grupos de la escuela como era la navidad en España. Esto fue una gran actividad ya que todos pudimos compartir las diferencias y semejanzas entre España y Polonia en estas fechas. La cultura polaca en navidad es genial, todas las personas comparten regalos y yo creo que esto es algo muy importante. Yo mismo he recibido regalos que me han hecho muy feliz (otra vez, muchas gracias).
Cada días es perfecto con mi grupo “Kangurki”, ahora ya conocen muchas más cosas de mi idioma que comparten conmigo cada día, también yo entiendo muchas más cosas del idioma polaco y podemos conectar muy bien. Hace unos días enseñé a los niños uno de los bailes más famosos en España, ellos disfrutaron mucho ya que es una canción muy graciosa.

Ahora tengo material preparado que iré compartiendo por todos los grupos de la escuela. Es algo muy importante para ellos conocer palabras y canciones de nuevos idiomas, ya que en un futuro utilizarán sin ninguna duda.
Los niños me dan ese cariño que se necesita cuando una persona vive en un país extranjero tan lejos de su familia.

Mi vida fuera de la escuela no es muy tranquila. Ahora creo que estoy sumergido de lleno en la vida de Polonia, ya que he empezado a jugar en un equipo de futbol, en el que todos mis compañeros son polacos. Esto es una gran experiencia para mí.
También me he encontrado a muchísimas personas polacas que hablan español y otras muchas que quieren aprenderlo. Gracias a esto, estoy compartiendo idiomas, ellos y ellas me ayudan con el polaco y yo ayudo con el español.

No puedo extenderme mucho, solo decir que muchas gracias por el trato que recibo cada mañana de todas las personas con las que trabajo, gracias a esto también puedo decir que soy muy feliz en Cracovia.


Witajcie, dzień dobry. Od mojego poprzedniego artykułu minęły już cztery miesiące. Opisywałem w nim mój pierwszy miesiąc w Krakowie i pamiętam, że było to dla mnie duże przeżycie. Teraz, kiedy piszę ten tekst, czuję chyba jeszcze większe wzruszenie. Jednocześnie myślę o tym, że za cztery miesiące mój projekt dobiegnie końca i będę musiał wrócić do Hiszpanii, zostawiając tutaj całe życie i ludzi, z którymi łączy mnie bardzo wiele i którzy są dla mnie jak rodzina.

Kiedy wracam myślami do Bożego Narodzenia spędzonego w przedszkolu, to wydaje mi się, że był to jeden z moich najwspanialszych dni spędzonych w Krakowie. Tydzień przed obchodami tych świąt 17 grudnia, zaprezentowałem w różnych grupach, jak wygląda hiszpańskie Boże Narodzenie. To były bardzo udane zajęcia, podczas których wszyscy mogliśmy poczuć podobieństwa i różnice między Polską i Hiszpanią. Polska kultura obchodzenia tych świąt jest niesłychanie bogata. Wszyscy dają sobie prezenty. Uważam, że jest to bardzo ważne. Ja też zostałem obdarowany, co napełniło mnie szczęściem. (jeszcze raz bardzo dziękuję).

Każdy dzień z moją grupą „Kangurków” obfituje w wiele wspaniałych chwil. Dzieci codziennie poznają nowe uroki języka hiszpańskiego, a ja uczę się od nich tego, co ma w sobie język polski. W ten sposób coraz lepiej się rozumiemy. Kilka dni temu nauczyłem dzieci jednego z najbardziej znanych i zabawnych hiszpańskich tańców. Nic dziwnego, że maluchy bawiły się znakomicie.

Mam teraz przygotowany materiał, z którego wszystkie grupy będą mogły korzystać. Myślę, że to bardzo ważne, by dzieci poprzez piosenki mogły poznawać słowa z obcych języków. W przyszłości na pewno im się one przydadzą. Za mój trud dzieci odpłacają mi się ciepłem, którego obcokrajowiec z dala od rodziny bardzo potrzebuje.
Moje życie poza przedszkolem jest coraz bardziej wypełnione różnymi zajęciami, dzięki którym poznaję nowych ludzi i czuję, że mogę się dzięki nim rozwijać i spełniać. Ostatnio zacząłem trenować w jednym krakowskich klubów piłkarskich. Wszyscy zawodnicy poza mną, to Polacy. Jest to dla mnie wielkie i wspaniałe doświadczenie.

Poznałem w Krakowie wiele osób, które mówią po hiszpańsku. Wśród moich znajomych są też tacy, którzy chcieliby się hiszpańskiego uczyć. Dzięki temu dochodzi do naturalnej wymiany językowej. Nawzajem pomagamy sobie w codziennej komunikacji.
Na koniec chcę podziękować za cudowne wsparcie ze strony osób, z którymi codziennie się stykam i pracuję. Także z tego powodu czuję się w Krakowie szczęśliwy.
_____________________________________________________________________


Przedszkolowo.pl logo